„Zachciało się wom Kalwarii” - czyli polski zaścianek z nutą zadumy

antoni.

 

Sobotni majowy wieczór w Knabenschule przyciągnął znowu liczną Polonię. Po raz pierwszy w Darmstadt ma być grana polska sztuka teatralna. Organizatorzy imprezy: Antoni i Iwona Stelter czyli Portal Internetowy „Darmstadt.pl”

Teatr Gdańska z Oberhausen wystawia komedię obyczajową Ryszarda Latki pt.

"Zachciało się wom Kalwarii ". Nic więc dziwnego, że zainteresowanie  jest duże.

Znajomi pozdrawiają znajomych ( "man kennt sich"), a na podium pojawia się Andrzej Kałuża, który jak zwykle z dowcipem i swadą wygłasza krótki wstęp do przedstawienia.

Po 18-tej gasną światła, podnosi się kurtyna i salę wypełniają dźwięki "Sonaty księżycowej" Beethovena...

   Za chwilę jednak czar pryska. W tę księżycową noc dwóch mężczyzn : ojciec Placek

(Leonard Paszek) i syn Józek (Wojciech Motyka) wnoszą do wiejskiej chałupy "skarby " zagarnięte ze spalonego domostwa sąsiada Kadeli. Ku zdumieniu publiczności  oprócz łupów mężczyźni ciągną także ze sobą "brankę", czyli młodocianą córkę Kadeli, Adelę

(w tej roli 15-letnia Natalia Wiencek). Branka zostaje zamknięta w komórce...

Zaczyna się nowy dzień... Poznajemy  całą rodzinę: matkę i żonę ( Renata  Zub), córkę Helkę ( Dorota Kawka - Grzeschik), seniorkę rodu zwaną "babką" (Barbara Baldys).

Akcja rozwija się i przed naszymi oczami pojawiają się rodzinne problemy przedstawione w formie pastiszu i czarnego humoru: rzekomo zmarła babka, umieszczona w lodówce, wyskakuje z niej cała i zdrowa. Córka Helka ma nieślubne dziecko z niejakim Ignacym (Marian Dudek), który z determinacją oświadcza się wreszcie, ale przyniesione mu dziecko ma zdecydowanie ciemną karnację... Kowal ( Roman Kątny) próbuje przekonać zdumionego Ignacego, że Helka "zapatrzyła się" podczas zabawy w umalowaną sadzami twarz swojego kochanka i stąd ciemna cera u dzieciny. Placek chce rozstać się z żoną, bo zakochał się na umór w młodziutkiej Adeli, która z kolei  ma tylko jedno w głowie: wyciągnąć od Placka jak najwięcej pieniędzy. Jest też komiczna i przekupna urzędniczka (Anna Wiencek).

   Przedstawione w sztuce charaktery nie są kryształowe , a wręcz przeciwnie: to ludzie zawzięci, zawistni, kłótliwi, chytrzy, ba, okrutni, jeżeli nawet nie całkiem tego świadomi.. Niepiękny to obraz polskiego zaścianka, gdzie zawziętość idzie w parze z głęboką religijnością, przedziwnie zresztą pojętą . Główny bohater Placek modli się często i żarliwie w stylu: " O dobry Boże daj MNIE to, co najlepsze, a innym - na pohybel !"

   Komediowych akcentów i niespodzianek jest naturalnie bez liku. Salwy śmiechu , ale i podziw wywołuje babka, która cudownie odmłodzona w niskiej temperaturze lodówki wyskakuje na scenę jako atrakcyjna kobieta w mini-sukience , eleganckiej fryzurze i szpilkach. Aktorzy mówiący gwarą tzw. wadowicką sadzą dowcipy za dowcipem. Nie wszystkie te dowcipy, co tu dużo mówić, są wysokich lotów. Nie brakuje też wulgaryzmów.

Generalnie jednak sztuka zagwarantowała dobrą zabawę, i choć pierwsza część była trochę nużąca, to po przerwie akcja nabrała werwy, humoru, tempa i niespodzianek.

    Nie cały czas jest nam jednak do śmiechu. Są momenty, kiedy aktorzy wygłaszają z powagą kwestie nawiązujące do sytuacji społeczno-politycznej sprzed trzydziestu paru lat ( system kartkowy!) , do wszechwładzy kościoła w Polsce. A zakończenie jest całkiem apokaliptyczne : groźba Sybiru ( to chyba duża myślowa przenośnia...do klątwy ?) , jeżeli ludzie się nie opamiętają i nie zaczną myśleć innymi kategoriami . A więc nie prywata, nie kradzież i pilnowanie wyłącznie własnej zagrody, lecz solidarne współdziałanie w imię dobra ogółu.

    Po gromkich brawach ( a więc spodobało się!) Antek i Iwona Stelterowie pokazują się publiczności. Tym dwojgu  oczywiście należy się aplauz ! Po owacjach spotykamy się z panią reżyser Anną Dembek-Lada i zmęczonymi, ale uśmiechniętymi aktorkami na podsumowującą pogawędkę. Męska część zespołu, w tym operator światła, fotograf Robert Widera i twórca scenicznego opracowania muzycznego Sławomir Olszanowski trzymają się trochę z dala od naszej żeńskiej grupy.

   Pytam o to, co interesuje  wielu widzów. Kiedy powstała ta sztuka ? Okazuje się ,że dość dawno , bo prawie przed 30 laty. Poważniejsze, pełne refleksji kwestie płynące ze sceny są udaną próbą uwspółcześnienia tematu. Skąd się wzięła tytułowa  Kalwaria?  Otóż to miejsce święte, cel pielgrzymek. Kalwaria jest tutaj symbolem, nawiązującym do polskiego katolicyzmu, ale ...bardzo egoistycznie pojętego, jako pobożność pielęgnowana wyłącznie we własnym interesie. 

   Aktorzy są bardzo zaangażowani, niektórzy dojeżdżają na próby do Oberhausen po 100 km, sami obmyślają swoje stroje sceniczne. Nie wszyscy wytrzymują na dłuższy dystans takie obciążenie, wykonawcy zmieniają się. Jakie są najbliższe plany ? A więc : 25 maja sztuka będzie wystawiona w Berlinie. Następnie szuka się nowej sztuki , nowych inspiracji, ale także sponsorów.

  Antoni Stelter: 

" Pomysł zaproszenia grupy teatralnej do Darmstadt wziął się z mojej sympatii do Marysi i Czesława Gołębiewskich, właścicieli restauracji  i centrum kulturowego "Gdańska" w Oberhausen. To miejsce kultowe, niesamowite, fascynujące. To tam właśnie narodził się pomysł stworzenia teatru polonijnego o tej samej nazwie."

   Na zakończenie niech ci, którzy widzieli tę sztukę sami zadadzą sobie pytanie, czy przedstawiona w krzywym komediowym zwierciadle wieś lat 90-tych ma przypadkiem jakiś wspólnych  cech z polską wsią współczesną ?

 

Barbara Poethig

 

 

Fot. IS, AS